wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 11

"Pokaż mi, że bardzo chcesz, pokaż jak mnie kochasz, pokaż mi, pokaż mi właśnie dziś!"

Obudziłam sie w miękkim łożku, przykryta kołdrą. Za oknem słońce świeciło, ptaki śpiewały. 
- Wstajesz? - spytał Bartek, gdy wszedł do pokoju po ubrania. Tak, był w samych spodenkach do spania. Miał idealnie wyrzeźbiony brzuch i klatkę. A do tego żadnych włosów na klacie. 
- A muszę? Tak mi tu dobrze... Chociaż jakby było śniadanie jakiś dobre do łóżka, to byłoby idealnie- rozmarzyłam sie. 
- SnIadanie czeka w kuchni. - łobuzersko sie uśmiechnął.
- Ok. A nie da sie nic zrobić, żeby było w łóżku? - spytałam z nadzieja w głosie. 
- Kochanie, takie rzeczy to tylko w kilku wypadkach. Po pierwsze gdy leżysz w szpitalnym łożku i masz kroplówkę podpięta, po drugie gdy jesteś obłożnie chora, a po trzecie to, gdy mnie ładnie poprosisz.
- Ładnie proszę.- tak starałam sie zrobic minę kota ze Shreka. I.... Podziałało. Po chwili chłopak przyniósł mi talerz z kanapkami. Po czym powrócił, do wcześniej rozpoczętej czynności.
Zabrał potrzebne rzeczy i wyszedł z pokoju. On spał obok mnie, a ja tego nie czułam... Tak, jest cholernie przystojny, ale tez jest dużo starszy. Stop! Dlaczego ja o nim myśle?! Bo ci sie podoba- chyba to chciało serce powiedzieć... Koniec tego durnego myślenia! Skończyłam jeść kanapki. Na prawdę, ten chłopak w kuchni działał cuda. Bartek w tym czasie siedział w pokoju, i coś robił. Poszłam sprawdzić co. Gdy zobaczyłam, że siedzi przy pianinie i pisze coś w zeszycie, mimo woli powróciłam myślami, do dnia kiedy ja sama postanowiłam przerwać granie. 
Wróciłam zirytowana ze szkoły. Sciagłam kurtkę, i buty, a był już koniec października. Wbiegłam po schodach na górę do swojego pokoju. Rzuciłam sie na łóżko. Tak bardzo chciałam z kimś porozmawiać, ale nie miałam z kim. I wtedy dotarło do mnie, że poza fortepianem nie mam żadnego prawdziwego przyjaciela. Same tylko luźne znajomosci. Nawet dziewczyny z drużyny śmiały sie ze mnie, że jestem alienem. I zdecydowałam, że zrywam z muzyką. Od dziś żadnego grania! Żadnej prawdziwej muzyki! Tylko normalne życie nastolatki! Co dzień walczyłam z sobą, by przejść obojętnie obok miłości mojego życia. Dni mijały, a ja uczyłam sie żyć normalnie. Rodzice tego nie zauważyli. I dobrze, bo obyło sie bez niepotrzebnych pytań... 
- Ziemia do Marceli! 
- Co chciałeś? Zamyśliłem się...- powiedziałam łamiącym się głosem.
-Co się stało?- od razu obok mnie pojawił się Bartek przytulając mnie. 
-To długa i beznadziejnie nudna historia... - stowerdzilam. Wytarłam łzę, i uśmiechnęłam sie do chłopaka. 
-Mamy czas. A ja najwyżej zasnę, a ty sie wyglądasz. - stwierdził chłopak. 
-Obiecuje, że kiedyś ci powiem. 
-Ok. To twoja decyzja. Pamiętaj, ze wszystko będzie dobrze. Głowa do góry! 
- Będę o tym pamietać. 
Poszliśmy do salonu. Czas leciał nam na gapienie sie w telewizor. 
-Może wyskoczymy gdzieś na miasto na jakiś obiad?- zapronował. 
-Ale przecież ja sie beznadziejnie poruszam z tymi kulami... 
-Pamiętaj, że zawsze cię moge nosić.- uśmiechnął sie łobuzersko. 
-Ok. 
Zebraliśmy sie, i pojechaliśmy na miasto. Bartek stwierdził, że do najlepszej knajpki w mieście. Miałam tylko nadzieje, że to nie zapiekanki i tego typu jedzenie. Bardzo sie zdziwiłam, gdy zaparkował auto niedaleko rynku. 
-No to wskakuj na barana! - powiedział, a mi nie zostało nic innego jak to zrobić. 
Szliśmy uliczkami, a ludzie patrzyli na nas dziwnym wzrokiem. Tak, też bym miała dziwne myśli, gdybym zobaczyła kogoś znanego niosącego na baranach łamage. 
Usiedliśmy przy stoliku jednej z restauracji, która znajdowała sie w samym centrum rynku.
-Ale tu jest drogo... 
- Nie marudź, ja płace. Ty wybieraj jedzenie. 
-Ok.  
Wybrałam jakieś danie, którego nazwy nie pamietam. Cały czas prowadziliśmy luźna pogawędkę. W pewnym momencie podeszły do nas dwie dziewczyny. 
-Cześć Bartek. Możemy prosić o autografy i zdjecie? 
-A co mam zdjąć?- spytał i puścił im oczko. - nie powiem, bo dziwnie sie poczułam. 
- Wszystko!- krzyknęły uradowane i zaczęli sie śmiać.
Jedna z nich obróciła sie i powiedziała do mnie: 
-Mogalbyś nam zrobić zdjecie? 
- Niestety nie, bo mam rękę w gipsie. - co z tego że jestem prawo ręczna. One tego nie wiedziały, i wiedzieć nie musiały. 
- Ehhh szkoda. - powiedziała zrezygnowana, by po chwili wpaść na genialny pomysł- zróbmy sobie selfie! 
Tak też zrobili. Chociaż na koniec grzecznie podziękowały. A mi sie dalej chciało wymiotować...
- Jesteś o to zła? - spytał chłopak. 
- Nie, przecież to część twojej pracy. 
Cała sytuacje uratował kelner, który podał nam zamówione jedzenie. Posiłek zjedliśmy w milczeniu. 
- Możesz mnie odprowadzić do domu?- spytałam, bo na prawdę nie miałam ochoty dużej przebywać na zewnątrz. 
- Jasne. 
Poszedł zapłacić, i poszliśmy do domu. 
- Nie denerwują Cię takie sytuacje jak ta?- w końcu go o to spytałam, bo moja ciekawość wzięła gore.
- Czasem tak. Ale to miłe gdy ktoś podchodzi na ulicy i prosi cię o zdjecie czy autograf, w tedy wiesz, ze to co robisz ma sens i warto to dalej robic. Jeśli cię to uraziło, to przepraszam. Myślałem, ze nie obrażasz sie o byle co...
- Nie obrażam sie. Po prostu siedzimy, gadamy, a ktoś z buta wjeżdża i rozwala całe spotkanie, a to nie jest miłe. Po prostu, na stromym razem wszystko ale np po jedzeniu. 
- Ok. Dla mnie nie ma problemu. I w sumie masz racje.
Resztę drogi przeszliśmy w milczeniu. Zaczęłam sie zastanawiać czy nie wpatrujemy przypadkiem do domu w nieodpowoednim momencie. Po chwili wszystko sie wyjaśniło. 
-------
I już 11 dla Was. 
W związku z tym, że już jutro wigilia, życzę Wam zdrowych, spokojnych Świat i szczęśliwego Nowego Roku. 
Dziękuje za te prawie 2000 wyświetleń- najlepszy prezent gwiazdkowy :D 
Proszę zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza :) 
Kolejny już po świętach w sobotę 27.12 :) 
Miłego dnia ;) 

sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 10

"Wolność i przyjaźń są lepsze niż samotność, cztery ściany chcą mieć na Ciebie wyłącznisć. Dlatego walcz, nie jesteś przecież sam, świat mówi: Dalej, chodź weź to co chce Ci dać!"  To twoja szansa, której nie możesz odrzucić, bo czasu nie zawrócisz i nie spotkasz już tych ludzi. Dlatego żyj, to dla Ciebie, możesz tylko zyskać!"

- Pomożesz mi zejść?- spytałam Bartka. On nic nie mówiąc wziął mnie na barana, i zbiegł po schodach. Na nogach postawił mnie dopiero przy windzie. Cały czas śmiałam sie z tego co chłopak zrobił. 
- Co jemy na kolacje? Pamiętaj, ze to nasza pierwsza wspólna- powiedział i w zabawny sposób poruszył brwiami. Cały czas śmiałam sie z niego. 
- Obojętne mi to. Od dawna nie mam na nic konkretnego ochoty. W ciąży nie 
jestem, to nie mam smaków.- stwierdziłam. 
Bartek teatralnie chwycił sie za serce i rzekł:
- Kobieto, jak tym tak możesz czynić?! Jedzenie to podstawa! Widać, że Michał rzywi cię sama pizza. 
- Kiedy ja kocham pizzę. 
- Bardziej niż mnie?- spytał i zrobił kolejna zabawna mnię. 
- Tego jeszcze nie wiem. 
Wysiedliśmy z windy, a chłopak znow porwał mnie na barana i zaniósł do samochodu. Ludzie sie patrzyli na nas jak na chorych psychicznie, ale my w ogóle na to nie zwracaliśmy uwagi. 
- Siadaj, pas zapinaj i jedziemy na zakupy! - powiedział Michał przy samochodzie. 
- Ok. 
I ruszyliśmy w drogę. Z radia popłynęła moja ulubiona kompozycja. 
- Ty słuchasz muzyki klasycznej? - spytałam zdziwiona. No bo serio, nie znałam nikogo, kto lubiał by słuchać wielkich kompozytorów. 
- Czasem mi sie zdarzy. To jest najlepsza melodia...
- Wiem! Beethoven-"Fur Elise", tez kocham ten utwór. 
- Naprawdę?!- spytał lekko zdziwiony. 
- No kiedyś grałam na fortepianie. Ale nie prędko wrócę do tego zajęcia....
- Nie smutaj. Teraz jedziemy na zakupy. Chwila relaksu, a potem zobaczysz jak powstaje najlepsze danie ever! 
- A co to będzie? 
- Jeszcze nie wiem.- i wybuchnęlismy śmiechem. 
Dojechaliśmy juz pod sklep. 
- Ja zostanę w aucie.- wolałam zostać i poczekać na chłopaka, ponieważ jeszcze nie przyzwyczaiłam sie do nowego sposobu poruszania sie. 
- Oki. Postaram sie szybko to ogarnąć. 
Bartek wrócił po pół godzinie cały obładowany siatkami. Zakupy zapakował do bagażnika, i ruszyliśmy do jego mieszkania. 
Bartek mieszkał w Nowej Hucie. Jego osiedle było spokojne, kilka małych bloków i kilka wierzowców. 
Chłopak wpuścił mnie do klatki i kazał wyjść na pierwsze piętro, a sam poszedł po zakupy. 
Powili wchodziłam na gore. Nie było to łatwe zadanie, bo w połowie drogi myślałam, ze mi noga
 odpadnie. Bartek zlitował sie nade mną i wziął mnie na ręce. 
- No to witaj w domu skarbie- i jak pannę młodą przeniósł mnie przez próg. Ja zaczęłam sie z niego śmiać. Posadził mnie na kanapie w salonie. 
- Masz zakaz wchodzenia do kuchni. Jak skończę robić jedzenie, to cię zawołam. -- Jak będziesz chcieć coś do picia to wołaj. Masz piloty od telewizji. - nakazał mi.
Salon był połączony z kuchnią. Całość tworzyła wielka przestrzeń. Po mojej lewej była szafka z telewizorem. Na wprost mnie wielki balkon z dużym oknem balkonowym. Obok była kuchnia nowocześnie urządzona. Ściana za telewizorem miała tapetę w szare drzewa, reszta ścian była biała. Sofa i fotel były czarne. Na środku nich był mały biały stolik. Na jednej ze ścian wisiał obraz. 
Poszłam na "spacer" po mieszkaniu. Na wprost wejścia do salonu była sypialnia Bartka. Obok znajdował sie malutki pokój, w którym było pianino, gitara, i jeszcze jakiś instrunent schowany w pokrowcu. Do tego stała mała biblioteczka. Toaleta i łazienka były osobno. Wszystko to było urządzone w nowoczesnym stylu. 
Wróciłam na swoje miejsce. 
- Kucharz, długo jeszcze? - chciałam trochę podenerwować Bartka.
- Jak będzie gotowe to ci powiem. 
- Ale dzieci w Afryce głodują...
- No to muszą jeszcze poczekać, aż sie Ameryka zainteresuje. 
- A wody dostaną?
- Za chwile. 
Nie wiem ule tak skakałam po programach, kiedy usłyszałam zbawienne: 
- Gotowe!- zapach już od dłuższego czasu rozchodzil sie po mieszkaniu. 
- No wreszcie. 
Doszłam do stołu, a Bartek nakładał danie. Zrobił kurczaka z ryżem i czymś jeszcze ale nie chciał zdradzić co to. 
- Napijesz się czegoś? 
- Co proponujesz? 
- Wino, whisky, wódkę... - zaczął wyliczać, a mi przez myśl przemknęło, aby się faktycznie czegoś mocniejszego napić, ale przypomniałam sobie, że leków nie miesza się z alkoholem.
- Biorę leki przeciw bólowe, więc alkohol odpada. 
- No to sok, cola, herbata, kawa... 
- Sok bedzie ok.- nalał mi do szklanki a sam nalał sibie whisky z pepsi. 
Po skończonym posiłku z napojami w ręku poszliśmy usiąść na kanapie. 
- Masz jakieś filmy? Bo w pudle nic nie ma? - spytałam z nadzieja w głosie. 
- Cos sie znajdzie. 
Jak każdy prawdziwy mężczyzna gustował w horrorach i tym podobnych filmach. Mimo to sam stwierdził, ze sie poświeci i da mi możliwość wyboru filmu na Internecie. 
- W nie wiem co nas pakuje, ale oglądamy hit! 
- Jaki? 
- Zmierzch.
-Ok- bez marudzenia sie zgodził? Dziwne... 
Bartek podpiął wszystkie potrzebne kable, aby obraz z laptopa był na ekranie telewizora. 
Ja wygodnie usadowiłam sie na sofie. Po chwili chłopak dołączył do mnie. Po pewnym czasie zmieniliśmy pozycje, i leżeliśmy na sofie.
- I to ma być hit?- spytał mnie? 
- No wszyscy sie tym filmem zachwycali, ale widzę ze na nas nie zrobił wrażenia. 
- Na mnie kompletnego. Walczyłem by nie zasnąć. 
- No to może teraz jakaś komedia? - spytałam. 
- Sekstaśma. - od tak stwierdził, a mi przez myśl przemknęło, czy to nie jest jakiś pornos...
- Ok. 
Chłopak włączył film. To żaden pornos, a typowa amerykańska komedia. I do tego całkiem udana. 
- Jest po 12 w nocy, idziemy spać, czy oglądamy np Paranormal? - spytał. 
- Możemy oglądnąć, ale jeśli jest mega straszne, to nie wiem, czy dotrwam do konca. 
- Jeśli nie boisz sie duchów to dasz radę- stwierdzili i poszedł włączyć. 
Pełna dziwnego niepokoju oglądałam ten film. I w sumie, to nie jest jakoś straszne, ale mozna momentami mieć zawał. 
To, że leżałam tak blisko Bartka trochę monciło mi w głowie. Na swoim karku czułam jego oddech, wokół mnie roztaczał sie jego zapach. Cudowny zapach. Przyznam sie, że przez myśl przmemknelo mi to, ze fajnie by było, gdyby tak było co wieczór. Tylko z małą poprawka, albo przyjemnymi dodatkami typu przytulanie, całowanie...
- Masz być jutro w domu o konkretnej godzinie?- wyrwał mnie Bartek z rozmyślań.
- Nie, nie umawiałam sie z Michałem na żadna porę.
- Ok. To może jeszcze jeden film?- spytał.
- Jasne. A może teraz coś np. siatkarskiego? 
- Masz na myśli Drużyne? Albo ten film o Agacie ? 
- Watpię żeby była juz dostępna Drużyna, ale film o Agacie jak najbardziej tak! A w ogóle skąd wiesz, że jest taki?
- Bo trochę sie siatkówka interesuje. 
- Nie wyglądasz na takiego... -może trochę głupio stwierdziłam, ale nie wątpiłam, ze może interesować sie siatkowka.
- Na prawdę? - spytał rozbawiony. 
- No trochę... Nie śmiej sie ze mnie! Włącz ten film i daj chusteczki. 
- Ok. 
Tak na końcu obydwoje płakaliśmy. Nie da sie tego filmu ogladac nie płacząc. Chciałabym tak kiedyś powiedzieć jak Agata. Chciałabym spełnić wszystkie swoje marzenia. Serce myślało o Bartku.
- Zbyt piękne by było prawdziwe, a mimo to takie jest.- podsumował historię Bartek.
- Masz rację.- zaczęłam ziewać. 
- Chyba spać Ci sie chce.
-No trochę..
- To mykaj sie kąpać. A ja pójdę Ci pościelić łóżko.
- Ok.
Poszłam sie ogarnąć do łazienki. Na ile to było możliwe, to sie wykopałam.
Gdy przyszłam do sypialni Bartka, on walczył z poszewka i kołdra. Strasznie niezdarnie mu to szło.
- Pomogłabym ci, ale mój stan na to nie pozwala.
- Spokojnie. Wszystko mam pod kontrolą, tylko to cholerstwo nie chce ze mną współpracowac. 
- Bo źle sie za to zabrałeś.- w tym momencie wszystko było pomieszane. Na prawdę nie wiem jak on tego dokonał, ale najwidoczniej sie da.
- Kobieto, nie przeszkadzaj! Perfekcyjna uczyła jak to robic. 
- Widać, ze zadania domowego nie odrobiłeś. Weź ściągnij ta poszewkę. Potem obróć na lewa stronę, weź rogi na wprost guzików, pozniej weź rogi kołdry i przesuń poszewkę po kołdrze i gotowe.
- Cały czas o to wlasnie mi chodziło. 
- Jasne. 
W końcu udało mu się. Poszedł do łazienki, a ja położyłam sie spać. 
Nie zasnęłam od razu. W mojej głowie zaczęła sie rysować przyszłość. Przyszłość, która chciałabym spędzić z Bartkiem. Mimo, że go trochę znałam, to moje serce juz go idealizowalo. Umiał swietnie gotować, był zabawny, lubił siatkówkę, śpiewał i grał na instrumentach, był przyjacielem Michała. No przecież same pozytywy. W końcu moją świadomość zmęczenie utneło. A obok mnie spał ktoś więcej niż kolega. 

-----
10 dla Was! 
Mam nadzieje, że dotrwaliscie do konca tego długiego rozdziału :) 
Piszcie czy wam sie podoba, komentujcie, oceniajcie, krytykujcie ;) 
Kolejny pojawi sie we wtorek 23.12:) 
Będzie ktoś z Was na meczu Agh- Sovia w Karkowie? Mi udało sie kupić bilety i jestem z tego powodu mega szczęśliwa :D 
A tak poza tym to słoneczny Kraków pozdrawia :) 

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Rozdział 9

"Cały świat należy do nas, i nigdy nikt nie będzie nim kierować, sami przeżyjemy to co napisał dla nas los, znajdę siłę by zrobić to!"

Pozostałe dni mojego pobytu w szpitalu upłynęły tak samo. Do południa siedziałam sama przeglądając internet, czytając książki, oglądając filmy. Po południu odwiedzał mnie Michał, czasem sam, a czasami z Bartkiem. Wiola się w ogóle nie pojawiła, co nawet było dobre, bo niezniosłabym jej obecności w pobliżu.
Dziś jest ten dzień, kiedy wypisują mnie ze szpitala. Czekałam na Michała, który miał sie niebawem zjawić. 
"Sorry młoda, ale trochę sie spóźnię, bo miasto jest zakorkowane"- takiej treści dostałam SMS od brata. Ok- tylko tyle mu odpisałam. 
Czekałam, i czekałam i w końcu sie doczekałam na niego. 
- Jeszcze nie spakowana?- spytał, gdy wszedł do sali. 
- Powiedz mi, jak miałam to zrobić? Nawet kul nie mam. 
- Dobra, ja ide Ci je załatwić, a ty weź powrzucaj szystko byle jak do torby. 
- Ok. 
No i wzięłam sie do pakowania. Ale poruszanie się ze złamaną nogą i ręką było cholernie trudne. Po kilkunastu skokach na jednej nodze poczułam ból w łydce. Resztami sił doskoczyłem do łóżka i usiadłam. I wtedy zaczęłam sie zastanawiać jak ja będę sie poruszać. Poczułam się jak niepełnosprawna osoba. I to mnie dobiło, zawsze samodzielna, teraz będę musiała prosić o pomoc wszystkich. To bardzo było mi nie na rękę. 
- Już jestem. Gotowa?- spytał Michał. 
- Taaa, uważaj bo jeszcze dziś zdąrze dojść do auta. - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Co sie stało? Młoda, gips to nie koniec świata. - ukląkł naprzeciw mnie 
- Nie koniec jak masz jedna rękę czy nogę w gipsie. 
- Ej, nie panikuj, tylko wstawaj i idziemy. - - Powoli dasz radę. 
- Może jutro dojdę...- powiedziałam zrezygnowana.
I szłam jakoś, opierając sie na zdrowej stronie ciała. Było to straszne, bo miałam wrażenie że wszyscy się na mnie patrzą i mnie wytykają palcem. 
Ratunkiem była winda, za jej drzwiami zniknęły wszystkie dziwne spojrzenia. 
- Dziwnie patrzą na mnie, nie na Ciebie.- powiedział Michał, jakby czytał w moich myślach.
- Może... 
I kolejna część drogi przeszliśmy w milczeniu. Powoli, szłam, a gdy dotarłam do samochodu, byłam dumna z siebie, że udało mi sie przejść taki kawałek bez niczyjej pomocy. Mimo to poczułam się bardzo zmęczona. Michał włożył torby do bagażnika i wsiadł za kierownicą, a ja siedziałam obok niego. 
- Słuchaj, dziś będziesz spać u Bartka.- powiedział i odpalił silnik.
- Dlaczego? 
- Bo chce ten wieczór spędzić sam na sam z Wiolą. 
- Ok. 
Resztę drogi spędziliśmy w milczeniu. Wysiadłam pod klatka, a Michał pojechał zaparkować samochód. Wysiadłam i powoli weszłam do środka budynku. Otworzyłam drzwi i weszłam do windy. 3 piętro, a właściwie półpiętro 2 i 3 piętra. I przede mną najgorszy odcinek. Do pokonania miałam kilka schodów. Na zagipsowanej ręce przewiesiłam kule i opierając sie o poręcz wskakiwałam po stopniach na górę. W połowie drogi czułam, ze nie dam rady, ale ile raz już tak było w moim życiu, że tak myślałam a mimo to zacisnełam zęby i z wielkim bólem dotarłam na sam szczyt. Otworzyłam drzwi do mieszkania i czym prędzej udałam sie w stronę sofy. Siedziałam, a właściwie to leżałam, kiedy do domu wszedł Michał. 
- Co chcesz na obiad? - spytał. 
- Pizzę.- odparłam bez zastanowienia. 
- To sobie zrób.- powiedział i zaczął sie śmiać. Rzuciłam w jego stronę poduszką. 
-Nie śmiej się z kaleki! - krzyknęłam do niego. 
- Ja się nie śmieje.- udawał niewiniątko. 
- To co z tą pizza? Głodna jestem. 
- Masz tu pieniądze i zamów, a ja lecę na zakupy. 
- Ok 
I już go nie było w domu. Zamówiłam ją, a w miedzy czasie sie zdrzemnęłam. Obudził mnie dzwonek do drzwi. I już chciałam iść otworzyć, kiedy ból w nodze przypomniał mi o kuli. 
-Już ide! - krzyknęłam w kierunku drzwi. 
Otworzyłam je. Po drugiej stronie stał chłopak, który trzymał zamówione jedzenie. 
- 25,50 się należy. - podałam mu pieniądze. 
- Mógłby mi pan ja położyć na stole?- spytałam trochę się czerwieniąc.
- Oczywiście. 
- Dziękuję.
Szybko wykonał tą czynność, i już go nie było. 
Doczołgałam sie do stołu. Zjadłam pół dużej pizzy. I poszłam dale spać. 
Obudził mnie zapach robionego jedzenia. 
- Co robisz dobrego braciszku? 
- Makaron z cukinią. 
- A to mało smacze. 
- Wydaje ci się. Za chwile się tu Bartek pojawi. 
- Ok. 
Jakimś cudem spakowałam sobie do torby najpotrzebniejsze rzeczy, kiedy do mieszkania wszedł chłopak. 
Gotowa na najdziwniejszą noc swojego życia?- skierował prosto do mnie pytanie. 
- Chyba tak. - odparłam nie wiedząc jeszcze co mnie czeka. 
- Nara brat- powiedziałam do Michała. Nie zdążyłam usłyszeć jego odpowiedzi, bo już z Bartkiem byliśmy na klatce. 
---
I kolejny rozdział dla Was ;)
Następny pojawi się 20.12 ^^ 
A ja już dziś zaczynam moją przerwę świąteczną :p 
Miłego dnia :) 

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 8

"Wierze Ci, to nie kwestie zaufania, przecież mówisz mi, że jesteś zakochana. Boże spraw, żeby było wlasnie tak, nie dam rady jeśli zmienisz nas, przecież mamy swoją wrażliwość, dobrze wiemy jak docenić miłość."


Obudziłam sie następnego dnia. Za oknem świeciło słońce, a ja miałam ochotę wstać z łóżka, zabrać torbę i gdzieś jechać. Jednak bardziej realne dla mnie był fakt leżenia cały dzień w łożku. Chciałam porozmawiać z Michałem, o jego relacji z Wiola. W końcu mogła w przyszłości zostać moja bratowa. Sięgnęłam po telefon i napisałam do Michała: przyjdziesz dziś?. Po chwili dostałam odpowiedz: tak. Przynieść ci coś?. Odpisalm mu, że nie. Czekałam na niego, a czas dłużył mi się. Na internecie znalazłam jakaś książkę i oddałam się lekturze. Czytając ją zasnęłam. 
- Nie śpij tyle, bo Cię okradną!- ktoś krzyknął wprost do mojego ucha. 
Otworzyłam oczy i ujrzałam brata. 
- Nie mają z czego, chyba, że ktoś chce sobie nieszczęście przywłaszczyć to oddam i nawet dopłacę.  
- Mam dla Ciebie dobra lub złą wiadomość, sama ocenisz jaka ona jest.
- No mów o co chodzi! 
- Jak wyjdziesz ze szpitala, to ja, Wiola, ty i Bartek jedziemy na wspólne wakacje na Mazury. 
- Wlasnie jak się obudziłam to sobie pomyślałam, że fajnie by było gdzieś pojechać. Patrząc prze pryzmat towarzystwa, to raczej jest to neutralna wiadomość. A co jest miedzy tobą i Wiola?
- Heh... Sam nie wiem. Kocham ja, będziemy mieć razem dzieci, ale nie czuje, abym był gotów na budowanie czegoś na całe życie.
- Nie obraź się, ale mi się wydaje, że ona jest z tobą bo wszystkie laski jej tego zazdroszczą. Chce się promować w showbiznesie. A miłość i dzieci do tego perfidnie wykorzystuje. 
- Wydaje Ci się. Jak ją poznasz to zrozumiesz że taka nie jest. 
- Michał, może i nie znam się na związkach, na miłości itp, ale wiem, żr łatwiej kocha się czyjeś pieniądze niż właściciela ich. Wiem też, że mało jest prawdziwej i bezinteresownej miłości tam gdzie są pieniądze. 
- Może i tak jest, ale nas to nie dotyczy. 
- Ok. 
- A ty grasz jeszcze w siatkówkę, czy ci to przyszło? Czy może jednak muzykę wolisz? 
- Gdybyś ty wiedział ile się zmieniło... A z resztą teraz to na pewno mie będę mogła tknąć ani jednego ani drugiego. 
- Dlaczego? Jeszcze nic nie wiadomo co do stanu twojej ręki i nogi. 
- Teraz to wszystko przestało mieć dla mnie znaczenie. Chciałam mieć jedno i drugie, a nie mam żadnego. Nie, mam! Namiastkę... Mecze w telewizji i bilety na koncerty. Dla mnie nie ma miejsca na scenie i boisku. Żyje bo żyje, ale nie mam dla czego. 
- Przecież dobrze grałaś na fortepianie. W siatkówce twój klub miał wyniki ogólnopolskie. Co się stało? 
- Po prostu pewnego dnia, uświadomiłam sobie, że muszę wybrać co bardziej, co lepiej robić. Nie umiałam wybrać, to rzuciłam jedno i drugie. Będzie rok jak moje palce nie dotykały klawiatury... 
- Młoda, gdybym wiedział, to bym ci pomógł. Przecież nie musiałaś tak drastycznych środków podejmować. 
- Tobie w muzyce sie udało. Masz zespół, śpiewasz. A ja? Nie wiem co dalej. 
- Młoda, mam pomysł, a ty mi w nim pomożesz. Najpierw cię odgipsuja, a potem będziemy działać. 
- Co ty wymyśliłeś? 
- Dowiesz sie w swoim czasie. 
- Ej, a Bartek ma dziewczynę? 
- Miał. Rozstali sie nie dawno. Nie męcz go, niech chłopak odpocznie. 
- Przecież go nawet nie znam. 
- Znasz go. To ten Bartek, który mieszkał na przeciwko nas. Przyjaźnimy sie od dziecka. 
-To ten?! Naprawdę?! 
- Tak. 
- Jeju. Ale super! Ja go w ogóle nie poznałam. Z reszta co tu dużo gadać, mieliście 18 lat jak sie wprowadziliście. 
- No tak. 
I tak gadaliśmy, gadaliśmy, jak starzy kumple. Jakbyśmy sie znali od lat. Bo w sumie tak było. Michał kiedyś był dla mnie wzorem do naśladowania. A jak się wyprowadził, to wszystko się zmieniło. Świat przestał być taki kolorowy. 

----
I oto kolejny :) Mam nadzieje, że nie uśniecie czytając go, bo w sumie to nic nie wnosi, a musi być :) 
Dzięki za komentarze pod poprzednim! Teraz także zachęcam do komentowania! 
Jeszcze tydzień wolne *.* 
Na kolejny rozdział zapraszam we wtorek 16.12  
Ps. Miłego dnia! 
 

wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział 7

"Jednak udało się, tamta chwila wraca echem, jutro zbudzić się i będzie tylko lepiej. Minie czas i wróci tam skąd przyszedł, chyba Ktoś na górze chciałby aby z tego wyszedł, ktoś daleki, ale pomogli najbliżsi przyjaciele- zwyczajne Młode Wilki" 

Coś nad moja głową bez przerwy pikało. Powoli zaczęło mnie to drażnić. Żeby zobaczyć co to musiałam otworzyć oczy, co okazało sie cholernie trudnym zadaniem. Kilkakrotnie próbowałam to zrobić, ale coś mi to uniemożliwiało. Próbowałam to coś dosięgnąć ręką, ale ta zupełnie mnie nie słuchała. Zupełnie nie wiedziałam co się dzieje. Dobra, po raz ostatni próbuje otworzyć te pieprzone powieki. Lekko je podniosłam, a światło mnie oślepiło. No to je spowrotem zamknęłam. Usłyszałam jakiś trzask. Ponowiłam próbę otwarcia oczu, zakręciło mi się w głowie. Zamknęłam je spowrotem. Po chwili usłyszałam jakieś głosy. Poznałam głos mojego brata, który z kimś rozmawiał. Po chwili usłyszałam kroki, i chyba się zbliżyli do mnie. 
- Marcela, możesz otworzyć oczy?- usłyszałam pytanie. Zrobiłam to bardzo niechętnie, mając w pamięć ostatnią próbę. 
- Zaświecę ci teraz w oczy, proszę abyś śledziła światło. 
Jak poprosił ten facet, tak tez zrobiłam. 
- Wszystko jest w porządku. Teraz podam Ci rękę, proszę abyś ja ścisnęła. 
Tak tez uczyniłam. 
- I ostatnie zadanie dla Ciebie na dzisiaj, to spróbuj podnieść rękę do góry. 
Z wielkimi trudnościami to uczyniłam, ale w końcu mi sie udało.
- Wszystko w porządku. Musisz teraz leżeć i odpoczywać. Tydzień na pewno u nas jeszcze będziesz gościć. Z resztą miałaś niesamowite szczęście. 
- O czym pan mówi?- spytałam bardzo ochrypłym głosem. 
- Myśle, ze brat Ci wszystko wytłumaczy.- nalał wodę do plastikowego kubka i mi podał- proszę, napij sie. Jakbyś czegoś potrzebowała, coś Ci się działo, to nad Twoją głową jest pomarańczowy przycisk, naciśnij go i na pewno jakaś pielęgniarka się pojawi. 
- Dobrze.
Wypiłam wodę, i w tedy uświadomiłam sobie jak bardzo chce mi się pić. Pusty kubek oddałam Michałowi. On go położył na szafce obok łóżka. 
- No to opowiedz co się stało.- powiedziałam, choć do konca nie chciałam znać prawdy. 
Wpadłaś pod samochód. Miałaś operacje, bo nogę miałaś połamaną z przemieszczeniem i w kilku miejscach. Gipsu sie nie pozbędziesz przez najbliższe 3 miesiące. Później czekać Cię będzie długa rehabilitacja. Głową też nieźle przywaliłaś. Masz ją pozszywaną w kilku miejscach. No i rękę złamana, ale na niej gips będziesz mieć jakiś miesiąc. 
- Ok. - zamilkliśmy na chwile. Mój brat wpatrywał sie w to co dzieje sie za oknem, a mnie w tym momencie naszły wyrzuty sumienia i dlatego zapytałam- Jesteś na mnie zły? 
- Jestem zły na tego gościa, który Ci to zrobił. Jestem tez wkurzony na nas, bo od twojego przyjazdu tu, tylko się kłócimy. I cholernie się bałem o Ciebie, gdy Cię operowali. Bałem się, że starcę ostatnią mi bliska osobę.... 
- Przepraszam. Ja poprostu... Ja nie umiem... Ja...- sama nie wiem co chciałam mu powiedzieć. Żadne swnsowne słowa nie chciały przejść przez moje gardło, bo cokolwiek bym nie powiedziała i tak groziło to kłótnią.
- Nie masz mnie za co przepraszać.- spojrzał na zegarek i powiedział- słuchaj ja muszę lecieć, przyjdę później z chłopakami. Przyniosę Ci ubrania i coś do jedzenia. 
- Ok. Ale obiecujesz ze przyjdziesz? 
- Tak. Słowo harcerza! 
I oboje wybuchlismy śmiechem. On wyszedł z sali, zostałam sama. Poczułam sie strasznie zmęczona i zasnęłam. 
Obudziły mnie męskie śmiechy. 
- Z czego się tak śmiejecie? - moje pytanie przykuło ich uwagę, i wszystkie spojrzenia padły na mnie. 
- Bo bardzo interesująca historie o nas stworzył jeden z portali plotkarskich,  mianowicie, ze Facu jest gejem. 
- A który to z was? - spytałam. No bo nie mogłam sobie przypomnieć czy ich znam. 
- Ten, który wyglada jak gej- odpad jeden z nieznajomych, a reszta wybuchła śmiechem. 
- Facundo Conte- podszedł do mnie, podał rękę. Był brunetem, z dość mocna broda, ale z rysami małego chłopca. W sumie to można by go uznać za geja, jakby bardzo się chciało. 
- Marcela- odparłam. 
- A ja jestem Bartek, Bartek Kurek. - odparł drugi z chłopaków. Ten zaś miał wygolona głowę, zero zarostu, i takie śliczne niebieskie oczy. 
- Marcela. 
- No to juz znasz moja ekipę. Bartek był świadkiem tego feralnego wydarzenia. A Facu pomógł mi Ciebie ostatnio znaleźć.
- Sami super bohaterowie. - stwierdziłam, a oni zaczęli sie śmiać.
Na takich luźnych pogawędkach spędziliśmy jakieś 2 godziny. Gdy chłopaki wieczorem postanowili wrócić do domów, ja ze zmęczenia usnęłam.

----
I oto kolejny rozdział ;) Przepraszam, że tak późno dodaję, ale teraz dopiero miałam chwile, by sprawdzić i opublikować rozdział. 
Mam nadzieję, że się spodoba ;) 
Kolejny rozdział pojawi się w sobotę ( 13.12).
Ps. Proszę, aby każdy kto czyta zostawił po sobie komentarz :) to na prawdę motywuje! 

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 6

"Nie, nie oddawaj życia za mnie, tylko przeżyj je ze mną zwyczajnie! Nie! I nie odchodź teraz, bo wszystko co mam mi zabierasz!" 
Bartek prowadził auto, ja siedziałem po stronie pasażera, a Facu styłu. Chciałem jak najszybciej znaleść sie koło siostry. 
- No jedź szybciej pajacu. Kto Ci kurwa dał prawo jazdy!- krzyczałem w kierunku jakiegoś palanta, który jeździł gorzej niż moja babcia. 
- Michał uspokój sie! Tym w całe nie poprawiasz sytuacji- w końcu to Bartek sie na mnie wydarł. 
Chyba sam czół sie w jakiś sposób odpowiedzialny za moją siostrę. Nienawidzę tego miasta, tych pierdolonych korków! 
Bartek łamał w miarę możliwości wszystkie przepisy drogowe, a mi i tak wydawało sie, ze jedziemy za wolno. 
W końcu dojechaliśmy do szpitala. Wbiegłem do środka potrącając jakiś ludzi. 
- Dzień dobry, chwile temu przywieźli moja siostrę, gdzie jest?- spytałem bez składanu i ładu kobietę, która była w recepcji.
- Proszę sie uspokoić i powiedzieć wszystko od początku.- serio ta baba czegoś nie ogarnia, czy ja jestem debilem.
Podeszli do mnie chłopaki, Facu trzymał mnie za ramiona, a Bartek zaczął rozmawiać z ta baba. 
- Dzień dobry, jakiś czas temu przywieźli do was dziewczynę potrącona przez samochód. Brunetka 17 lat. Marcelina Winiarska. 
- A tak, obecnie jest na badaniach. Znajda ja panowie w budynku C, tam proszę pytać o szczegóły.
- A gdzie znajduje sie ten budynek? 
- Wyjdą państwo z tego i pierwszy po prawej. 
- Dziękujemy. 
Wyszliśmy, a ja prawie biegłem. Tak bardzo chciałem być bliko, przy mojej małej siostrzyczce. 
Bartek był nadal na tyle opanowany by 
prowadzić kolejna konwersacje, z kolejną pielęgniarka. Ja juz dawno wydubałbym oczy tym wszystkim tępym babą. Koniec końców dowiedzieliśmy sie, że Marcela ma właśnie operacje. 
Pod salą siedzielismy, każda minuta dłużyła sie jak godzina. Siedziałem załamany, nie wiedziałem jak sie czuje siostra. Głowę chowałem w dłoniach, chciałem jak mały chłopiec sie rozpłakać, ale resztkami silnej woli powstrzymywałem sie od tego. 
Marcela była u mnie kilka dni, a juz tyle razy sie pokłóciliśmy. Kiedyś zgrane rodzeństwo, dziś rozdzieleni, nie umiemy ze sobą rozmawiać. Została mi tylko ona, a ja ani razu o niej nie pomyślałem. Nie zapytałem jak sie czuje po stracie rodziców, nie zrobiłem nic, aby poczuła sie lepiej. Byłem głupi, a teraz jedyne co chciałem to ja mieć w swoich ramionach. Mieć znów swoją małą, delikatna siostrzyczkę. Chciałem słyszeć jej śmiech, wygłupiać sie z nią. 
Tak sumienie w końcu sie we mnie odezwało. Byłem dupkiem, to wiedziałem na pewno. 
Z moich rozmyślań wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. 
- Halo. - odezwałem sie, ale w całe nie chciałem prowadzić żadnej rozmowy. 
- Kochanie, gdzie jesteś? Czeka na Ciebie z kolacja. 
- Nie będzie żadnej kolacji. Nie dzis. Jestemw szpitalu. Marcela miała wypadek.- i gdy to wypowiedziałem po moim policzku popłynęła łza, jedna pojedyncza łza. Była wszystkim na co mnie było stać w tamtej chwili. Wiedziałem, ze siostra zasługuje na całe ich morze, ale nie byłem w stanie tego zrobic. Nie tu i nie teraz.
- W którym jesteś szpitalu. Za chwile do ciebie przyjadę.
- Prokocim.- tyle powiedziałem i rozłączyłem sie. 
Obok mnie pojawił sie Bartek. Wziął mnie w przyjacielski uścisk. A Facu poklepał po plecach i powiedział:
- Wszystko będzie dobrze. 
Chciałem mu wierzyć. Naprawdę chciałem, żeby tak było. 
Po niewiem jak długim czasie przyjechała Wiola. Przytulała mnie i też mówiła, ze będzie dobrze. 
W końcu i wyszedł lekarz. Jak zwykle to Bartek prowadził z nim rozmowę. Ja tylko stałem i słuchałem. Zrozumiałem tylko tyle, ze Marcela ma lewa rękę złamana, lewa nogę składali jej operacyjnie, ponieważ miała otwarte złamanie z przemieszczeniem. Na szczęście uraz głowy nie był poważny i skończyło sie tylko na wstrząśnięciu mózgu. Kamień spadł mi z serca. Nie chciałem wracać do domu, dlatego tez spałem przy łożku siostry. Po tym wszystkim nie byłem w stanie zostawić jej samej. Moi bliscy to uszanowali. Bartek wraz z Facu pojechali do siebie i obiecali przywieźć kilka potrzebnych rzeczy. Wiola też została, mimo że w jej stanie nie było to wskazane. Nie chciałem kolejnej kłótni, dlatego nic nie mówiąc przytuliłem ja do siebie. I obserwowałem moją siostrę.

------
I kolejny rozdział dla Was :D 
Mam nadzieje, że sie spodoba ;) 
Proszę, Was o komentarze :) 
Kolejny rozdział pojawi się we wtorek ( 9.12) 
Ps. Jak tam wasze prezenty mikołajkowe? Jestem bardzo zadowolona ze swojego ^^ a co to, to niech zostanie tajemnicą ;) 

wtorek, 2 grudnia 2014

Rozdział 5

"W wiadomościach widziałeś nie raz uderzenie i nagle tłum sie zbiera, zapatrzony w to co jest nieuniknione, słabość wobec ton w stali rozpędzonej. Staram sie zrozumieć co takiego jest w nas, ze nie boimy sie wbrew rozsądkowi gnać, tylko wierzymy w to, ze nam sie nie przydarzy, a smierć przyjdzie dopiero, gdy będziemy starzy." 

Wchodziłem do klatki, kiedy obok mnie przebiegła jakaś dziewczyna. Obróciłem sie za nią, ale ona juz wbiegała na ulice. W tym samym czasie, kiedy ktoś na czerwonym świetle skręcał w prawo. Dziewczyna wylądowała na masce samochodu, by następnie spaść na jezdnie. Szybko pobiegłem w tamtym kierunku. Po drodze wyjmując telefon. Kierowca musiał być w szoku, ponieważ nie wysiadał z samochodu. Obok tej sceny zdarzyła sie zebrać spora grupa gapiów. Sprawdziłem puls dziewczyny. Był wyczuwalny, ale słaby. Obok jej głowy powoli tworzyła sie kałuża krwi. 
- Dzień dobry Moje nazwisko Bartosz Kurek. Chciałem zgłosić wypadek samochodowy z udziałem dziewczyny. Młoda dzieczyna wyładowała na masce samochodu. Teraz leży na ulicy. Ma ranę głowy. Jest nieprzytomna. Ma slabo wyczuwalny puls.
- Dobrze. Proszę podać adres. 
- Hala targowa, obok przystanku. 
- Juz wysyłam karetkę. Dowodzenia.
- Dowodzenia.
Bałem sie o stan tej dziewczyny.  Po chwili zauważyłem, ze kierowca wysiadł z samochodu i palił papierosa. Cały czas trzymałem ta dziewczynę za rękę. Mógł bym przysiadz ze ona także trzymała moja w uścisku. 
Z oddali zaczął dochodzić do nas ryk syreny pogotowia. 
-Mała musisz wytrzymać jeszcze chwile. Dasz radę.- zacząłem do niej mowić.
Prosze sie odsunąć!- ktoś krzyknął i karetka zatrzymała sie obok nas. 
- Dzień dobry. Może juz pan puścić rękę dziewczyny. My sie nią zajmiemy. Za chwile dotrze tu policja i złoży pan zeznania.
- Dobrze.- odparłem i odszedłem na bok robiąc miejsca ratownikowi.  
Oni sprawnie zajęli sie dziewczyna. Już po chwili znalazła sie na noszach i w karetce. 
- Ma pan może jakieś dane tej dziewczyny. 
- Niestety nie. A do jakiego szpitala ja zabieracie?
- Bardzo młodo wyglada, wiec jedziemy do Prokocimia. 
- Ok. 
I juz ratownik wsiadał do samochodu. Pożegnały to miejsce rozpaczliwe krzyki syreny. Miałem nadzieje, ze dziewczyna wyliże sie z tego. Taka młoda.. 
Podszedłem do policjantów, którzy spisywali zeznania kierowcy. 
- Dzień dobry. Pomoc w czymś panom?- spytałem 
- Tak, zaraz pana przesłuchamy w charakterze świadka. 
- Dobrze. 
Cierpliwie czekałem na swoją kolej, kiedy zadzwonił mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz, dzwonił Michał. 
-Siema, słuchaj stary nie wiem kiedy przyjdę, bo mam sprawę do załatwienia. Postaram sie jak najszybciej. Jak dotrę do Ciebie na chate, to ci wszystko opowiem.
- Ok. Ale ruchy bracie! 
- Spoko.
Rozlaczylem sie , i w tedy podszedł do mnie policjant. Opowiedziałem mu to czego byłem świadkiem. On zadawał pytania i notował, a ja odpowiadałem. Na koniec powiedział, ze jak sprawa trafi do sądu, to będę świadkiem.
Mogłem wreszcie udać sie do Michała. To przeżycie juz zacząłem odbierać jako pole do popisu i napisania dobrego tekstu. 
- Siema!- przywitałem sie z chłopakami.
- Siema ziom! Powiedz lepiej co cię tyle czasu trzymało? Może jakaś dobra panna? - zadrwił Michał, a Facu rechotał. 
- Taaa, chciałbym.- im także opowiedziałem to co sie chwile temu wydarzyło.
- O kurwa... Stary powiedz jak ta dziewczyna wygladała.
- Młoda, brunetka, całkiem ładna. 
- Miała bliznę na czole? 
- Stary nie wiem, nie widziałem. Głowę miała cała we krwi. A czemu ty tak sie mnie o nią wypytujesz? 
- Bo to kurwa moja siostra! 
- Co ty pierdolisz?! Dawaj jedziemy do niej do szpitala! 
- A skąd wiesz, w którym ona jest? 
- Bo mi gość z karetki powiedział, ze do Prokocimia ja biorą! 
Ubraliśmy buty, Michał zamknął mieszkanie i we trójkę pojechaliśmy do szpitala. 
------ 
I oddaje Wam kolejny rozdział;) 
Przerpaszam Was, za wulgaryzmy, ale dla mnie w emocjach takie słowa są naturalne.  
Piszczcie czy wam sie podoba taki zwrot akcji. Myślicie ze Michał sie obudzi i pomoże siostrze? 
Następny rozdział pojawi się w sobotę 6.12 ;D  
Ps. Jadąc do Łódzi nastawiałam sie na 5 serowy bój, a tu takie szybkie 3:0 ^^ dla mnie, jako kibica Skry, taki wynik sie bardzo podoba, ale Sovia niech sie ogarnie! xD